Było jak teraz, późna godzina, a jasno na dworze.

W pewnym momencie zatrzymałam się i usiadłam na schodach. Spojrzałam w dół, bo zaczęły znów lecieć mi łzy. Ukucnęła i oparła ramiona o moje podkulone kolana. Spojrzałam jej w oczy bo czułam, że mi się wpatruje. Jej oczy były spokojniejsze od moich. Patrzyła w moje przeszklone ślepia, a ja patrzyłam w jej najspokojniejszy wzrok wbity we mnie. W głowie miałam mnóstwo pytań które chciałam jej zadać, ale widziałam, że ona wszystko widzi i na wszystko odpowiadała bez słów. Łzy zaczeły coraz bardziej spływać mi z oczu, a ona wycierała je tak szybko, że żadna nie spadła mi na kolana. A w głowie roiło i mnożyło mi się od pytań, a moje usta nie mogły niczego powiedzieć. Czułam jak to wszystko chce zwalczyć sama. Chciałam stoczyć wojnę ze sobą. Ale byłam przegrana.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Operacja.

Odejście .